Uwaga ! Gratis.


Odpowiedzialna konsumpcja, Zero waste / piątek, Wrzesień 28th, 2018

Cześć.

Lubimy dostawać coś za darmo, ja również. Cieszy nas zniżka, przecena, że sprzedawca machnie ręką na 20 groszy, bo nie ma jak wydać. Miło też usłyszeć, że do zakupu dostaniemy tak zwany gratis. O tych właściwie małych niespodziankach jest dzisiejszy tekst.

Bezpłatne prezenty dorzucane podczas zakupów, zwłaszcza tych drogą internetową dają nam miłe uczucie, że sprzedawca czy producent o nas zadbał, dał nam coś nie oczekując za to pieniędzy. Prawdopodobnie większość z nas się nad tym nie zastanawia, choć wszyscy wiedzą, że cel tego jest taki, abyśmy wrócili na zakupy w dane miejsce lub zainteresowali się dorzucnym produktem.

I właściwie co w tym złego ?

Po pierwsze. Nikt mnie nie pyta, czy mam ochotę uczestniczyć w tym chwycie marketingowym. Warto byłoby wziąć to pod uwagę. Czym innym jest dostać pół kilo przejrzałych pomidorów w warzywniaku, bo i tak się już nie sprzedadzą (a ty będziesz mieć z tego sos do makaronu), czym innym natomiast jest dostać próbkę kremu, którego i tak nie ma się ochoty wyprobować, a który ląduje u ciebie jako przemyślana strategia promocji i sprzedaży.

Po drugie. Chciałabym, aby pytano mnie czy chcę otrzymać coś dodatkowo. Czy kiedykolwiek kasjerka przed wrzuceniem do siatki gratisu zapytała cię czy sobie tego życzysz ? Mnie to chyba nie spotkało. Czy sklepy internetowe dają opcje kliknięcia w okienko “przesyłka bez gratisów“? Jeśli widzieliście coś podobnego, koniecznie dajcie znać.

Po trzecie. Niestety gratisy są często nietrafione. Bo na co ci kolejny breloczek do kluczy, próbka perfum, których zapach ci nie odpowiada, czy szalik w kolorze, którego nie lubisz ? W taki sposób rzeczy te zaczynają zalegać nam po szufladach i szafach, aż w ramach porzadków wiosennych czy jesiennych lądują w koszu na śmieci (lub na stercie “co z tym zrobić”,” to może jednak upchnę to spowrotem ? “)

Mogę oczywiście wyobrazić sobie sytuację, w której darmowo otrzymany produkt jak najbardziej odpowiada twoim oczekiwaniom. Weźmy szalik, którego sprzedaż nie szła pomyślnie, więc postanowiono go rozdać przy okazji zakupów “już od kwoty”. Dobijasz więc do wymaganej kwoty, bo w końcu chcesz ten szal, nosisz go całą zimę i nie musisz kupować innego. Super! Pytanie, czy zadziała twój hamulec i odmówisz szalika, jeśli go nie potrzebujesz, bo w końcu jest ZA DARMO.

 

Jak złapałam się na gratis

Temat podejmuję nie bez przyczyny. Jestem zdania, że wszelkie dorzucane nam gratisy generują sporo śmieci, bo albo są to mało użyteczne przedmioty, bądź takie których w ogóle nie potrzebujemy, albo już ich samo opakowanie, a nawet zawartość stanowią pożywkę dla śmietnika.

Nie mamy też niestety dobrze wyćwiczonego odruchu odmowy, której zresztą najczęściej nikt nie bierze pod uwagę. Mnie również brak tej gimnastyki.

Podczas pobytu w Polsce, kiedy to robiłam zakupy w drogerii dałam się złapać na nieoczekiwany gratis. Po zapłaceniu rachunku pani dodała szybko: “A do zakupów dorzucamy dziś gratis” i już miałam to w ręku. Tak jak pani “kazała” wziąć tak wzięłam, zupełnie bezwiednie, nie zadając sobie nawet pytania “po co mi to”.  Bo już trzy sekundy później zamykając drzwi zdałam sobie sprawę, że mam w torbie kilka tamponów, których nigdy nie używam. Zaraz potem uspokoiłam moje zerowaste’owe sumienie mówiąc sobie, że jak już mam to zużyje, że to tylko trzy czy cztery tampony. Uspokoiłam też sumienie zdrowotne (o ile takie jest) mówiąc sobie, że paroma tamponami sobie nie zaszkodzę. To był oczywiście błąd, bo cóż w tym trudnego wrócić i oddać produkt gratisowy, nawet jeśli na moment straciło się głowę ? “Dzień dobry jeszcze raz, przepraszam, ale chcę oddać te tampony, bo nie używam “- sprawa załatwiona. Mój błąd miał okazać się jeszcze gorszy gdy postanowiłam gratis wykorzystać.  Okazało się bowiem, że firma Tampax wypuściła na rynek tampony wyposażone w plastikowe aplikatory ! Tak, tak, nie kartonowe lecz plastikowe. Miałam więc plastikowe opakowanie, w którym znajdowały się tampony i ulotka, cztery urocze, kolorowe, plastikowe zawiniątka chowające w swoim wnętrzu kawał plastiku i tampon. Taka moja przygoda tamponowa dała mi lekcję jak istotne jest odmawianie, reagowanie w porę, albo nawet chwilę później.

Nie, dziękuję.

Skoro nikt (lub prawie nikt) nie bierze pod uwagę mojego lub twojego “nie chcę”, “nie potrzebuję” i zakłada się, że wszyscy lubią coś dostać, to inicjatywa pozostaje po naszej stronie. Jest to oczywiście kwestia wyćwiczenia pewnego nawyku, aby w porę reagować i nie pozwalać dorzucać sobie tego czego nie potrzebujemy. W sklepach stacjonarnych chyba najlepszym sposobem jest odmówienie torby, do której pakowany jest twój zakup, bo to do niej sprzedawcy dorzucają niespodzianki. Jeśli robisz zakupy on line i wypełniasz formularz zamówienia zorientuj się czy przypadkiem nie ma gdzieś miejsca na uwagi, w których możesz poprosić o niedołączanie niczego do przesyłki.  To chyba najłatwiejsza metoda, aby dać znać sprzedawcom, że nie wszyscy chcą kota w worku, a do swoich zakupów podchodzą odpowiedzialnie, bez zbędnego napędzania komercji.

 

Masz, nie wyrzucaj

Jeśli posiadasz przedmioty, które weszły ukradkiem do twojego domu, a nic z nimi nie robisz, zorientuj się czy komuś się jednak nie przydadzą. Nie ma nic gorszego niż wyprodukowanie czegoś, aby wylądowało to po prostu w śmietniku. Rozeznaj się wśród rodziny czy znajomych czy ktoś z chęcią nie wziąłby tego czy tamtego, wystaw przedmiot za darmo na stronie internetowej czy funpage’u proponującym takie usługi. Wszelkie próbki, środki higieniczne czy środki czystości zawsze mogą się przydać w miejscach skupiających ludzi, którzy potrzebują pomocy.

No więc jak ? Nie daj się gratisom ! Nie potrzebujesz, nie bierz !

Powodzenia !

Salut.